Powrót do aktualności

Czy wyrzucić CV do kosza? Trzy technologiczne trendy, które zmieniają świat biznesu

Koniec z serwerami? I tradycyjną edukacją? Czy nie trzeba już ślęczeć nad idealnym CV?

Przybliżamy dziś trzy trendy ze świata technologii, którym już udało się namieszać we współczesnym świecie.

Czy profil Github może zastąpić CV?

Kilka lat temu na Stack Exchange, największej na świecie społeczności programistów i deweloperów, ktoś zadał pytanie, czy powinien włączyć swój Github do CV. Odpowiedzi wahały się od „Tak” do „Gdybym miał kogoś zatrudnić, to na pewno chciałbym go zobaczyć”, od tego czasu obejrzało je ponad 32 000 osób, prawdopodobnie rozważających ten sam temat. Czy to już czas, by zrezygnować z rozmów o pracę i przerzucić się na przeglądanie kont Github kandydatów? Nie tak szybko. Ale czy powinieneś wziąć je pod uwagę? Zdecydowanie.

Co to jest Github? Cóż, jest to największa na świecie platforma hostująca repozytoria kodu, która powstała się w 2008 roku i może się pochwalić liczbą około 26 milionów użytkowników. Mówiąc najprościej, udostępnianie projektu open source na Githubie jest bardzo podobne do publikowania postu na Instagramie lub artykułu na LinkedIn. Gihub oferuje kontrolę wersji i funkcje śledzenia problemów, a także wiki z opisami i dokumentacją dla każdego projektu. Co więcej, użytkownicy mogą również korzystać z repozytoriów innych programistów.

Wyjaśnijmy więc, czego można dowiedzieć się z profilu Github. Przeglądając portfolio użytkownika, od razu wiesz, które języki programowania opanował, jaki jest jego styl kodowania i jak „wyrafinowanym” jest programistą. Ale nie myśl o Githubie jako o portfolio czy technicznej wersji ​​Behance. Deweloperzy niekoniecznie skupiają się na tym, aby zaprezentować tu swoje najlepsze prace, ale publikują wszelkiego rodzaju projekty, przy których majstrują. I to też staje się angażujące: z ich newsfeedów dowiesz się, nad czym pracują i co ich interesuje. Liczba obserwatorów jest również dość wymowna: nawet dziesięć to już nieźle, a 100+ to zdecydowanie terytorium ninjy programowania.

Od mniejszej liczby serwerów do bezserwerowej rzeczywistości

Minęły cztery lata, odkąd dzięki Dockerowi szał “kontenerowy” przejął świat IT i nic nie wskazuje na to, by miało się coś zmienić. Tak, mówimy o technologii, którą rozwinęło trzech bankowych gigantów, choć praktycznie były jeszcze w fazie beta. Z pewnością dobrze obstawili: dziś rzesza klientów z listy Fortune 500, w tym Google, Facebook, Yelp i Airbnb, używają właśnie technologii konteneryzacji. W 2016 r. Dyrektor generalny Dockera, Ben Golub, oszacował liczbę aplikacji „dokowanych” na około 460 000 na całym świecie, co oznacza ogromny wzrost o 3100% w ciągu dwóch lat. Ale skąd wzięła się cała ta obsesja na punkcie konteneryzacji?

Głównie stąd, że programowanie, uruchamianie i testowanie aplikacji jest w nim niezwykle szybkie. Kontenery łączą wszystko, czego potrzebujesz, aby uruchomić oprogramowanie, od kodu, przez środowisko uruchomieniowe, narzędzia systemowe, po standaryzowane jednostki, aby zawsze działały tak samo, bez względu na środowisko. Oznacza to, że programiści mogą pracować nad aplikacjami w zespołach, instalować aktualizacje w krótkich odstępach czasu i skracać czas i wydajność maszyny wymaganej do testowania. CIO są sprzedawane dzięki korzyściom, takim jak większy zwrot z inwestycji i dwucyfrowe spadki kosztów operacyjnych, ponieważ kontenery działają dobrze zarówno na serwerach, jak i systemach operacyjnych.

A co jest lepsze niż używanie mniejszej liczby serwerów? Nie używanie żadnych serwerów. „Być może nie musimy już myśleć o serwerach” - powiedział CTO Amazon Werner Vogels podczas szczytu AWS. W 2014 Amazon jako pierwszy wdrożył technologię bezserwerową, więc prawdopodobnie wie, o czym mówi. Od czasu pojawienia się AWS Lambda, Microsoft, IBM i Google również wprowadziły własne rozwiązania, dzięki czemu funkcjonowanie bez serwerów staje się coraz bardziej realne.

Nauka uczenia się

Cztery dekady po tym, jak pojawiła się koncepcja „uczenia się przez całe życie” (lifelong learning), w końcu mamy wszystkie środki, aby w pełni ją wykorzystać. Jak na ironię, dzisiejsza niesamowita ewolucja technologiczna spowodowała, że uczenie się przez całe życie jest nie tylko dostępne, ale i nieuniknione. Według badania Pew Research Center z 2016 roku, 54% pracowników w USA uważa, że ​​nowe umiejętności i szkolenia będą kluczowe dla ich przyszłego sukcesu zawodowego. Ponad 60% respondentów poniżej 30 roku życia podziela tę opinię.

Co pomoże nam osiągnąć sukces? Wygląda na to, że edukacja „na już”. Branża technologiczna od samego początku patrzyła przychylnie na samodzielne doszkalanie się. Nic dziwnego: do 2020 r. w samych Stanach Zjednoczonych prognozuje się niedobór 1 000 000 informatyków, a liczba wolnych miejsc pracy w Europie rośnie o 100 000 rocznie. Dzięki tak alarmującym statystykom nikt nie może czekać kilku lat, aż nowe pokolenie programistów ukończy szkoły. I nie muszą. Według nowych badań, liczba absolwentów bootcampów programistycznych w USA i Kanadzie wzrosła dziesięciokrotnie w latach 2012–2017.

Inne branże także szybko nadrabiają zaległości. Chcesz zaimponować swojemu szefowi wyższymi statystykami open rate w kampaniach mailingowych? Zapisz się na kurs E-mail marketingu w HubSpot Academy i poznaj sztuczki związane z e-handlem w ciągu kilku godzin. Chętnie poznasz tajniki przedsiębiorczości? Usłysz je od samego Elona Muska w Khan Academy. Cała wiedza o współczesnym biznesie czeka na wyciągnięcie ręki. Pozostaje tylko jedno pytanie: czy tradycyjne instytucje edukacyjne nadążą za nowymi pokoleniami? Nie wspominając o rynku pracy, na którym najbardziej liczy się umiejętność uczenia się.

 

Udostępnij