Powrót do blog

Mateusz – urodzony mentor

O tym, że zaczął uczyć się programowania, zadecydował przypadek. Na studiach był lubianym kujonem – uczył się dużo i chętnie, a potem pomagał kolegom. Zamiłowanie do dzielenia się wiedzą zaprowadziło go do Codecool, gdzie został IT mentorem i ani myśli...

mateusz1500-199x3001

Mateusz Ostafil, IT mentor w krakowskim oddziale Codecool:

Jak to się stało, że jestem dziś tu gdzie jestem? Wybór studiów, gdy ma się 18 lat, nie jest prostą sprawą. Rodzice starali się pomóc mi w wyborze studiów, ale niestety nie mieli odpowiedniej wiedzy na temat tendencji na rynku pracy - nie orientowali się w tym, jaki kierunek będzie dla mnie wartościowy i przyszłościowy. Przez to nie potrafili mi doradzić.

Padło na Elektronikę i Telekomunikację na AGH. Byłem pilnym studentem. Maksymalnie skupiałem się na nauce, nie myślałem nawet o szukaniu dorywczej pracy. Najważniejsze były studia i moje pasje – muzyka oraz wspinaczka.

Zawsze ciągnęło mnie też do pomagania, więc zostałem wolontariuszem w Akademii Przyszłości. Byłem mentorem chłopca, którego odwiedzałem raz w tygodniu. W tych spotkaniach nie chodziło o udzielanie korepetycji czy pomoc w odrabianiu lekcji, ale o wzbudzenie motywacji podopiecznego, wzmocnienie jego wiary w siebie. Dla takich dzieci największą wartością jest poświęcenie im czasu, sam fakt spotkania i obdarowania ich uwagą. Tak rzeczywiście było – pamiętam, jak mama chłopca dzwoniła do mnie i pytała, kiedy przyjdę, bo maluch już nie mógł się na mnie doczekać. Dzięki tym spotkaniom ja sam zyskałem pewność siebie i uwierzyłem, że to, co mogę dać innym, ma jakąś wartość.

Dość przełomowym momentem w moim życiu był wyjazd na Erasmusa do Lizbony. Moja katedra nie dawała takiej możliwości, ale mnie bardzo na tym zależało. Jedyną opcją była wymiana z Katedrą Informatyki. Zdecydowałem się na to, sądząc że Erasmus to bardziej zabawa niż studia. Okazało się, że nie było tak lekko i… byłem zmuszony nauczyć się programowania w zaledwie 2 tygodnie.

Musiałem mocno przysiąść do pracy. Wcześniej nie programowałem, bo skutecznie zniechęcił mnie do tego jeden z moich wykładowców. Dziś cieszę się, że podjąłem to wyzwanie, bo miało ono decydujący wpływ na moją karierę zawodową. W Lizbonie zobaczyłem też, że można uczyć inaczej. Jeden z tamtejszych profesorów polecił nam ściągnąć z Internetu poważny artykuł naukowy i… napisać jego krytykę – wytknąć wszystkie nieścisłości i błędne założenia. Na polskiej uczelni takie materiały to była świętość, z którą nikt nie ośmielał się dyskutować.

Pierwszą prawdziwą pracę podjąłem po moim powrocie z Portugalii, w trakcie ostatniego semestru studiów. Pracowałem w dziale IT Stowarzyszenia Wiosna – zajmowałem się przede wszystkim systemami wewnętrznymi, ale poza tym robiłem naprawdę wiele różnych rzeczy. Rodzice byli zaskoczeni moim wyborem. Oczywiście wspierali mnie, ale nie byli przekonani, czy praca w organizacji pozarządowej to dobry pomysł. Głównie pracowali tam studenci, ludzie z bardzo dużym zapałem, ale małym doświadczeniem.

Z Wiosną związany byłem przez 2 lata. Poszukując stabilniejszej pracy, pokierowałem się rekomendacją mojego kolegi i tak trafiłem do firmy Comarch. Z NGO do korporacji – to był dla mnie straszny przeskok. W stowarzyszeniu wyraźnie odczuwalne było zaangażowanie zespołu, miałem pracę z poczuciem misji, robiłem coś dla ludzi. W korpo nie widziałem już tego zapału. Oczywiście ta praca miała też swoje plusy – była spokojna, stabilna, można było wyjść do domu i nie rozmyślać dłużej o tym, co się robiło.

Idąc do Comarchu miałem nadzieję, że w końcu będę pracował pod kimś, kto mnie poprowadzi, będzie czegoś uczył. Niestety tak się nie stało. Wkrótce okazało się nawet, że to ja byłem wsparciem dla innych. Chyba tak już mam, że gdziekolwiek trafię, muszę radzić sobie bez niczyjego wsparcia. Byłem programistą baz danych – integrowałem dane z różnych źródeł, np. systemów ERP, CRM. Musiałem zdobywać wiedzę samodzielnie. Nie było to dla mnie problemem, bo lubię się uczyć, a także bardzo lubię się tym potem dzielić.

W międzyczasie zrobiłem jeszcze studia podyplomowe z Inżynierii Oprogramowania. Czas mijał, a ja w pewnym momencie poczułem się przybity. Pomyślałem, że gdziekolwiek pójdę do pracy, spotkam się z marazmem i brakiem zaangażowania współpracowników. Mimo to zdecydowałem, że potrzebuję zmian i zacząłem chodzić na różne rozmowy rekrutacyjne. W czasie przerw lunchowych przeglądałem oferty pracy, czytałem opisy różnych firm. Interesowały mnie startupy, w których, jak sądziłem, panuje inna kultura pracy, niż w dużej korporacji. W pewnym momencie zobaczyłem ofertę Codecool. Bardzo do mnie trafiła. Ogłoszenie było dość tajemnicze, nigdy wcześniej nie słyszałem o tej firmie, ale postanowiłem, że spróbuję...

mateusz3-300x2001

Byłeś pierwszym krakowskim mentorem. Jak wyglądały początki współpracy z Codecool?

Kiedy dołączyłem do Jerzego, nie było jeszcze niczego – szkoły, nawet biura. Był cel – otwarcie szkoły programowania innej niż wszystkie. Zaczynaliśmy od pracy z kawiarni. To był fajny etap. Dziś czuję się bardzo zżyty z Codecool, bo my to wszystko zrobiliśmy od zera. Na Węgrzech były już dwie działające szkoły, ale tę w Krakowie musieliśmy stworzyć, zbudować od nowa.

Jak teraz wygląda Twój dzień w Codecool? Wstajesz rano i.. jest stres?

Nie, nie ma stresu. Jest ekscytacja, bo myślę o tym, co będziemy dzisiaj robić. Po pracy przychodzę do domu nakręcony i myślę, co by tu ciekawego wymyślić dla studentów. Wręcz nie mogę się doczekać, aż pójdę do pracy i przetestuję swoje pomysły. Ciągle siedzi mi to z tyłu głowy, myślę o pracy, bo jestem w nią emocjonalnie zaangażowany. Nie potrzebuję jakiejś sztywnej granicy, bo praca mnie nie męczy. Z Codecool wracam do domu pełen energii. Tu widzę różnicę między poprzednią a obecną pracą – w ciągu dnia jestem bardzo aktywny, załatwiam mnóstwo spraw, ale nie czuję się zmęczony ani znużony, bo podoba mi się to, co robię.

Jakie relacje panują między mentorami?

Nigdy nie miałem lepszego zespołu! Wszyscy pracujemy jako team, każdy z nas ma doświadczenie programistyczne, więc rozmawiamy tym samym językiem. Mamy też podobne poczucie humoru. Dla mnie wyznacznikiem dobrze działającego zespołu jest to, że potrafimy się z siebie śmiać, robić niby uszczypliwe żarty i nie czuć urazy.

A jak wygląda kontakt mentor-student?

Nie kreujemy się na nauczycieli, którzy są alfą i omegą. Współpracujemy z naszymi studentami. Myślę, że to jest bardzo wartościowe, że uczymy ich, by myśleli krytycznie, dociekali i zadawali pytania. Czuję się opiekunem i przyjacielem naszych kursantów. Widzę, jak oni się rozwijają i to mi daje niesamowitą satysfakcję.

mateusz2-300x2001

Czy było coś, co Cię w tej pracy zaskoczyło?

Wszystko mnie zaskakuje! Każdy kolejny tydzień kursu był dla mnie niespodzianką.
Chcesz przykładu? Jest jedna rzecz, którą co prawda widziałem już w Budapeszcie, ale i tak była dla mnie zaskoczeniem w Krakowie. Oficjalnie nasze zajęcia trwają od 9.00 do 15.00, jednak studenci potrafią z własnej woli siedzieć w szkole nawet do 22.00 – zwłaszcza w przeddzień terminu oddania projektów. Ich motywacja jest niesamowita. Widzimy, jak studenci się starają i to nas napędza, by również dawać z siebie więcej. To z kolei znowu udziela się studentom, którzy nie chcą nas zawieść.

Gdzie się widzisz za kilka lat?

Jestem typem, który lubi się utożsamiać z tym co robi. Za kilka lat nadal widzę się w Codecool. Myślę, że rozwój naszych szkół w kolejnych miastach Polski i Europy przyniesie ekscytujące możliwości, o których dziś jeszcze nie mamy pojęcia. Marzy mi się, żeby trochę pojeździć zawodowo po Europie.

mateusz1-300x2001
Udostępnij